Praktycznie nie piszę, a odwiedzin netmuzyka ma właściwie tyle samo...
To proste- tematyka zaczyna bronić się sama! Nareszcie! Netmuzyka nie jest przecież blogiem, który musi być wiecznie na bieżąco i na swój sposób komentować świat. Jest to blog o netaudio, a dobre netaudio się nie starzeje.
Dziękuję Ci, o zaglądający tu czytelniku! I za komentarze pod notką o zamknięciu w dwójnasób dziękuję- to na serio mobilizuje.
No. To sobie przypomniałem, po co prowadzę tę stronę. Zdaje się również, że dzięki 22 miesiącom polecania zacnej muzyki już nie muszę silić się na jakiekolwiek komentarze- wiadomo przecież, że chały tutaj nie ma, więc klikać można w ciemno. A nawet jeśli coś się nie spodoba, to przecież de gustibus est non disputandum, jak mawiają niektórzy.
No. To sobie trochę poprawiłem morale, właściwie nieco mi lepiej. Nawet mogę stwierdzić, że nieźle mi to blogowanie wychodzi, profesjonalnie rzekłbym, estetycznie i zmyślnie.
No. To sobie pokadziłem. Potraktuj to powyższe jak konieczny zastrzyk samodowartościowania autora zainjekowany celem złagodzenia inercji. Czy jakoś tak.
No.
A teraz może dla odmiany coś z zupełnie innej beczki [taaak, zbieram dvd montypajtona z Przekrojem!].
Przesłuchałem tę płytę wielokrotnie- nie wiem, czy mi się podoba, czy nie... No dobra- podoba mi się, nie jest jednak do końca w moim guście- dlatego może, że za bardzo przesiąknięta jest estrogenami? Ale jest na pewno znakomita.
Gdyby trafiła do cyklu no comment #... powiedział bym o niej: abstract poptronica. Zawsze lubiłem nazywać rzeczy po imieniu i to się chyba nie zmieni ;)
Ale do cyklu no comment nie trafiła- może dlatego, że nie potrafiłem wybrać żadnego hajlajta [czyli kawałka, który imo wymaga największej uwagi/ najbardziej mi przypasował]? A może dlatego, że chciałem napisać dłuższy wpis po prostu? Taki trochę o niczym, ale z muzyką w tle?
Baj de łej- ściągaj album Tone -
add a comment